Kategorie: Wszystkie | Kreacje | Kreatury | META | SPDR
RSS
piątek, 12 września 2008

Dopiero co odkryłem nową kampanię najpopularniejszego duńskiego dziennika (ponad 150 tys nakładu dziennie) Morgenavisen: Jyllands-Posten (Dziennik poranny: Jutlandzki list). Kampania wykorzystuje pozytywny wizerunek trzech wielkich postaci walczących o wolność dla swoich narodów. Na plakatach zobaczymy XIV Dalajlamę, Nelsona Mandelę oraz Mahatma Gandhiego, jeden z twórców Indyjskiej państwowości.

Hasło łączące reklamy w jeden koncept to “Life is easier, if you don't speak up” czyli „Życie jest prostsze jeśli nie zabierasz głosu”. Rozumiem, że idea była taka, żeby pokazać, że można sobie spokojnie jeździć na nartach, surfować i piec kiełbasę na grillu, kiedy nie bierze się udziału w debacie publicznej, jak to robią wklejone w nowy krajobraz postacie. Pomysł być może był dobry, ale wykonanie przekreśla plusy dodatnie.

Reklamy wyglądają na bezczelne fotomontaże z serii Photoshopdisasters. Najgorzej wygląda na tym tle Ghandi, którego wychudzona postura nienaturalnie kontrastuje z jedzeniem na ruszcie. Kolejny minus za, butelki po piwie, które wyglądają jak „z innej bajki”.

Ogólnie reklamy sprawiają wrażenie prostackiego skrótu myślowego, którego spodziewalibyśmy się raczej po Amerykanach, a nie po takim „kulturalnym” narodzie jak Duńczycy. Wątpliwe czy sami zainteresowani zgodzili się na udział w tym przedsięwzięciu, albo czy spadkobiercy Mahatma Ghandiego pozwolili na tak kontrowersyjny collage. Duży minus z bardzo małym plusem.

 

23:24, killboard , Kreatury
Link Komentarze (7) »
wtorek, 09 września 2008

Jako, że zobowiązałem się do poparcia inicjatywy MiastoMojeAwNim, dostałem od Pani Eli Dymnej informację, a raczej zaproszenie na debatę „Reklama w przestrzeni publicznej”. Widzę, że Pani Irena Magierska też informuje o podobnej akcji tegoż stowarzyszenia. Poniżej wklejam całego miała i gorąco zapraszam w imieniu organizatorów na wyżej wymienioną debatę. Sam chętnie bym się wybrał, ale obowiązki służbowe przykuwają mnie do Wrocławskiego padołu.

 

„To wyjątkowe wydarzenie. Podczas dyskusji po raz pierwszy spotkają się wszystkie strony tego problemu:

  • przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury,
  • Stowarzyszenia Architektów Polskich (wiceprezes, p. Dariusz Hyc),
  • Towarzystwo Urbanistów Polskich (p. Marek Sawicki)
  • Wydział Estetyki Przestrzeni Publicznej (dyrektor, p. Tomasz Gamdzyk),
  • Klubu Twórców Reklamy  (prezes, p. Kot Przybora),
  • Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej (prezes, p. Lech Kaczoń)
  • Brand Avenue (prezes firmy outdoorowej p. Tomasz Kawka)
  • Fundacja Helsińska (vice-prezes p. Bodnar)
  • AMS S.A. ( prezes Piotr Parnowski i wice-prezes Marek Kuzaka)

 W dyskusji uczestniczyć będzie także dyrektor CSW, p. Wojciech Krukowski.

Naszym zdaniem, przestrzeń publiczna w Polsce została całkowicie zawłaszczona przez reklamę zewnętrzną, zarówno tą legalną, jak i nielegalną. Obowiązujące w tym zakresie przepisy rozproszone są pomiędzy wiele aktów prawnych, a nad ich egzekwowaniem czuwa kilka instytucji, dla których często jest to sprawa drugorzędna. (chętnie prześlę szczegółowe informacje).

Jednocześnie rynek reklamy zewnętrznej jest wart w Polsce w przybliżeniu 700 - 800 milionów zł rocznie. Takie pieniądze likwidują jakiekolwiek skrupuły, skłaniają do obchodzenia, czy nawet łamania prawa. Skutki są dla krajobrazu Polski opłakane.

Nasze stowarzyszenie stoi na stanowisku konieczności natychmiastowej regulacji rynku reklamy zewnętrznej poprzez ujednolicenie prawa i jego stanowcze egzekwowanie.

Debata ma odpowiedzieć na następujące pytania:

  • Czy problem naprawdę istnieje – bo być może chcemy, by kraj tak wyglądał?
  • Jeśli nie - jakie są źródła tego problemu?
  • Co  zrobić,  aby  zatrzymać  i  cofnąć  proces   dewastacji  przestrzeni publicznej?
  • Kto powinien to zrobić?

Celem debaty jest skłonienie nie rozmawiających ze sobą do tej pory środowisk do konstruktywnej współpracy, a w efekcie, do jak najszybszego wyłonienia zespołu prawnego, który zajmie się opracowaniem rozwiązań prawnych, które zdołają zatrzymać i cofnąć proces degradacji przestrzeni publicznej.”

22:57, killboard , META
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 września 2008

Kontynuując wątek, problemu przestrzeni publicznej w zetknięciu z dzikim kapitalizmem, a jednocześnie w odpowiedzi na szczytny cel. Dzisiaj o problemie reklamy na mieście. Ten szczytny cel to akcja zaproponowana przez Dominika Kozę, autora bloga Reklama po korekcieWirtualnie pomóż lokalnie. Obiecałem mu wsparcie dla tej akcji, opisując na swoim blogu organizację pozarządową, której chciałbym pomóc.

 

Dopiero dzisiaj wpadłem na interesujące mnie organizacje. Nie jedną, a dwie. Jak pamiętacie we wpisie Martwe centrum pisałem o przestrzeni publicznej, to dzisiaj w podobnym temacie, chciałbym przedstawić Wam problem reklamy (billboardów, szyldów) w przestrzeni miejskiej. Zainspirował mnie wpis na Thin-a-HeadTo nie jest miejsce na twoją reklamę.

Okazało się, że istnieje organizacja Miasto Moje A w Nim. Aż wstyd, że nie trafiłem wcześniej na tę stronę. Organizatorzy protestują przeciwko „postępującej degradacji estetycznej krajobrazu Polski”, czemu winne są wszechobecne reklamy wielkopowierzchniowe. Stowarzyszenie zbiera 100 000 podpisów, aby poddać pod głosowanie społeczną inicjatywę ustawodawczą, regulująceą zasady umieszczania billboardów w przestrzeni publicznej. Polecam szczególnie galerię, gdzie znajdziecie przykłady, gdzie reklama wkrada się do naszego życia.

 

Następną inicjatywą bliższą mi ze względu na lokalizację to Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocław. Inicjatywa została założona w 2006 roku, przez osoby interesujące się nowymi inwestycjami we Wrocławiu, a poznały się na ogólnoświatowym forum inwestycyjnym www.skyscrapercity.com. Nie będę tutaj szczegółowo referował o co chodzi w tej akcji. Przeczytajcie proszę przynajmniej, jak o sobie piszą członkowie TUMW.

Naszym głównym celem jest dbanie o jakość i estetykę przestrzeni publicznej, gdyż o mieście świadczą nie tylko nowopowstające miejsca pracy, nowe hale produkcyjne, liczby i procenty, ale to co każdego z nas związanego z miastem bezpośrednio otacza. Przede wszystkim: ulice, place, zaułki i związane z nimi - rozwiązania urbanistyczne, nawierzchnia, mała architektura, kolory i estetyka elewacji. Detale te stanowią o dobrym smaku i sprawiają, że Wrocław świadomie wybieramy jako nasze miejsce na ziemi. Cała nasza działalność opiera się na dobrej woli i inicjatywie ludzi, tworzących to stowarzyszenie.

 

Stowarzyszenie jako idea i baza informacji na temat bieżących wydarzeń miejskich, jak dla mnie świetna. Podpisuję się pod tym obiema rękami.

Na koniec pozostaje mi tylko komentarz do wpisu na Think-a-Head i przypomnianej tam radykalnej akcji władz Brazylijskiego Sao Paulo. W mieście tym postanowiono zacząć wszystko od początku, zakazując i usuwając wszelkiego rodzaju reklamę zewnętrzną.

 

Jak możemy zaobserwować  na zdjęciach, miasto wygląda jak opuszczone. Widocznie to prawda, że do billboardów przyzwyczailiśmy się tak bardzo, że ich brak, bardzo nam doskwiera. To tak jakby zabrano nam telewizję, czyli coś na co patrzymy, tak tylko, żeby sobie na coś popatrzyć ładnego. Reklama Outdoorowa zaczęła spełniać funkcję wystawy sztuki i instytucji kulturalnej. To jest dla niektórych ludzi okno na inny świat, pozbawiony szarości i nieszczęść. Pytanie, co się stanie, jeśli by całkowicie z nich zrezygnować. Pewnie trzeba by wyremontować wszystkie te zaniedbane miejsca, które wcześniej przykrywały reklamowe płachty. Temat jak najbardziej do dyskusji.

18:41, killboard , META
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 września 2008

Reklamy sieci supermarketów Real przyprawiają mnie o ból głowy. Real od zawsze kojarzył mi się z billboardami z wielkim kawałem mięcha w promocyjnej cenie. Tym razem baleron gotowany (jedyne 11,89) zmielono z laptopem (4 GB pamięci RAM). Pozostaje słony smak tłustej wędliny.

 

 

Godnym przypomnienia gniotem jest reakcja Realu na świetne spoty Tesco. O tej małej wojnie pisał kiedyś Mediafun.

czwartek, 04 września 2008

Takie oto (patrz poniżej) billboardy w ilości 500 sztuk zawisły w Polskich miastach.

 

 

 

Bardzo podobały mi się poprzednie reklamy Dombanku, które wykorzystywały nazwy ulic i zarazem nazwę jednego z seriali „Na wspólnej”. Bardzo pozytywnie odbieram także hasło „banki od wszystkiego, są do niczego”. Wszystko w tym haśle jest i jest rym. Fajnie.

 

 

Nowa kreacja Wrocławskiej agencji Wanilia, próbuje powtórzyć sukces tego ostatniego pomysłu, pokazując w złym świetle inne, uniwersalne banki. Przyrównano tych pracowników do zaspanej Królewny i zahukanej Sierotki Marysi. Moje pierwsze wrażenie z okien tramwaju nie było pozytywne. Po pierwsze za długo zajęło mi rozgryzienie o to chodzi w tych reklamach (nie trwało to kilka minut, ale zbyt długo, jak na recepcję billboardu ;)). Potem skojarzyłem ją jako nieudane następstwo całkiem udanej kampanii. Niestety.

Na koniec, bardzo dobra i nawet zabawna reklama Dombanku ze sławnym już wibratorem ;).

21:25, killboard , Kreatury
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26



Egzekutorzy.



Popieram Kodeks Blogerów

statystyka