Kategorie: Wszystkie | Kreacje | Kreatury | META | SPDR
RSS

Kreatury

piątek, 20 marca 2009

Dawnooooooo nie pisałem. Ostatni rok studiów daje w kość, praca magisterska etc. Udało mi się popełnić ostatnio artykuł do gazety, z z ktorą współpracuję (Semestr - magazyn studentów, rozdawany co miesiąc za dawmo na uczelnianych korytarzach). Tak więc artykuł jest o reklamie, poczytajcie ;)

Każdy z nas codziennie styka się z reklamą, czy tego chce czy nie. Komunikaty reklamowe są dosłownie wszędzie. Chociaż często unikamy ich, przełączając na inny kanał w trakcie przerwy reklamowej, czy przerzucając stronę czasopisma - jesteśmy na nie skazani. Gdyby nie wpływy z reklam, nie byłoby naszych ulubionych programów, a wiele gazet czy stron internetowych, po prostu by padły.

Współczesna gospodarka jest współzależna od rynku reklamowego. Przedsiębiorcy, chcąc dotrzeć z przekazem do konsumenta, robią to poprzez reklamy, a media zamieszczając te reklamy utrzymują się.Tak czy inaczej, nawet jeśli nie lubimy reklam, bo przerywają nam film w kluczowym momencie lub wyskakują ze wszystkich stron w Internecie, nie unikniemy ich. Pytanie tylko, dlaczego musi ich być tak dużo, a w znacznej większości są to głupie i brzydkie reklamy?

Reklama to nie dzieło sztuki

W znacznej większości reklam, droga do ich publikacji wygląda tak. W pewnej firmie powstaje nowy produkt, usługa, lub chęć przekazania czegoś konsumentom lub opinii publicznej. Dział marketingu tejże firmy pisze tzw. brief, czyli zamówienie na reklamę do agencji reklamowej. W briefie zawarte są najważniejsze wskazówki o produkcie i docelowym konsumencie, dzięki którym pracownicy agencji, będą wiedzieli na co mogą sobie pozwolić. W agencjach reklamowych obdarzeni kreatywnością copywriter (osoba, która wymyśla koncepcję reklamy i pisze teksty oraz scenariusze) wraz z art direktorem (grafikiem, który opracowuje wizualną stronę reklamy), starają się zrobić na podstawie brie fu dzieło sztuki. I właśnie w tym momencie dochodzi do zgrzytu, pomiędzy klientem (reklamodawcą) a agencją. Dla klienta reklama to nie dzieło sztuki, tylko nastawiony na konkretny biznesowy cel komunikat. Firma wydaje duże pieniądze za emisję reklamy i nie pozwala na eksperymenty, czy ambitniejsze kreacje, tylko trzyma się utartych i często żenujących schematów.

Gospodynie domowe to lubią

Największy problem z jakością reklam, ma rynek tak zwanych produktów szybkozbywalnych (FMCG - Fast Moving Consumer Goods). Są to wszelkiego rodzaju proszki do prania, zupy w proszku czy pasty do zębów. Właściciele takich marek częściej niż inni nie pozostawiają agencji wielkiego pola do popisu. Dlatego oglądamy ciągle powielane te same schematy. Jogurty są zdrowe i zawierają duże kawałki owoców, zerwanych prosto z krzaczka. Gospodyni domowe ubolewają nad niedopraną koszulą męża, czy przypaloną patelnią. Możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, ale reklamy te nie są na siłę emitowane czy drukowane. Wypuszczenie reklamy poprzedzane jest dokładnymi badaniami konsumenckimi. To co nas (studentów) irytuje i zniechęca do reklam proszków, zostało wcześniej zaakceptowane w badaniu, przez grupę potencjalnych konsumentek tych produktów. Nie bez przyczyny też, reklamy są emitowane w określonych porach czy miejscach. Specjalne firmy (domy mediowe) dobrze wiedzą, że w danej godzinie przed telewizorami zasiadają konsumenci potencjalnie zainteresowani reklamowanym produktem. Reklama podąża, w każde miejsce, w którym znajduje się interesujący reklamodawcę odbiorca.

 

Tania kontrowersja

Dobrym przykładem jest zeszłoroczna kampania marki odzieżowej House - Virginity. Nawiasem mówiąc, najczęściej w ostatnim czasie zgłaszana do Rady Etyki Reklamy kampania, przez którą wiele osób poczuło się obrażonych. Na pewno każdy jeszcze z nas pamięta, plakaty w klubowych toaletach, czy pomysłowe uchwyty w środkach transportu. Miejsce i forma przekazu zostały dokładnie zaplanowane, żeby zwiększyć dotarcie do osób młodych, które często przebywają w knajpach i jeżdżą komunikacją miejską. Okazało się, że popularności kampanii reklamowej House, nadali wszyscy ci, którzy przeciwko niej protestowali. Kontrowersyjność to jedna ze stosowanych od dawna taktyk reklamowych, szczególnie jeśli budżet nie pozwala na drogą reklamę telewizyjną. Wystarczy, że ktoś zaprotestuje i już mamy darmową reklamę, co w wypadku marki młodzieżowej działa jako dodatkowy bodziec do buntu.

W podobnym kierunku, tylko z o wiele większym budżetem wystartowała jakiś czas temu kampania reklamowa telefonii Mobilking. Reklama pokazywała kobiety w typowo męskich (stereotypowo) zawodach. Skąpo ubrane panie, delikatnie mówiąc nie radziły sobie z gaszeniem pożarów czy ścinaniem drzew. Reklama wywołała istną burzę dyskusji o równouprawnieniu i dobrego smaku w reklamie. Kampania została ocenzurowana i dalej puszczana w telewizji w skróconej formie. Ilość darmowej reklamy, liczonej w programach telewizyjnych, artykułach czy wpisach na blogach nie została wcześniej odnotowana. Sprawa jest dyskusyjna. Z jednej strony powstaje pytanie, czy nie można już w inny sposób niż kontrowersje zwrócić uwagę na reklamowany produkt? Z drugiej strony, czy powinniśmy dopuszczać do cenzurowania przekazów medialnych i traktowania konsumentów, jak osoby pozbawione własnego rozumu?

Miasto zabite reklamami

Wracając do zdania z początku artykułu - reklamy są wszędzie. Szczególnie w przestrzeni miejskiej. Firmy, które specjalizują się w sprzedaży wielkoformatowych powierzchni reklamowych, instalują swoje nośniki gdzie tylko się da. Już nie tylko przystanki autobusowe czy tramwaje, reklamy są wszędzie. Atakują nas setkami barw i kształtów z billboardów umieszczonych na budynkach. Wszystko wskazuje na to, że jeśli władze odpowiedzialne za wygląd miast, nic z tym nie zrobią, ilość reklam będzie się ciągle zwiększała. Na szczęście (a może niestety) zwracamy coraz mniejszą uwagę na tego typu komunikaty. Reklamodawcy natomiast chcąc zwiększyć skuteczność, decydują się powiesić jeszcze więcej plakatów i koło się zamyka. Pozytywnym przykładem jest stowarzyszenie Miasto Moje A w Nim, które organizując dyskusje i wystawy, walczy z plagą reklam w naszych miastach. Za cel stawiają sobie uchwalenie przez sejm RP Ustawy o estetyce przestrzeni publicznej, na podobieństwo rozwiązań prawnych funkcjonujących w krajach Unii Europejskiej.

Miejmy nadzieję, że jeszcze dosyć młody rynek reklamowy w Polsce, kiedyś w końcu dojrzeje. Może doczekamy czasów, kiedy reklamodawcy będą w stanie nas zaskoczyć, rozbawić czy zmusić do myślenia. Reklama to część naszej kultury, czy tego chcemy czy nie, więc dbajmy o nią.

czwartek, 27 listopada 2008

Witam po dłuższej przerwie. Nie ma co się zastanawiać dlaczego była przerwa, jeśli jesteśmy właśnie świadkami debiutu nowego banku - Alior Bank. Do zabrania głosu skłoniła mnie dyskusja na Gloden Line, dotycząca identyfikacji tej instytucji finansowej. Zdania co do CI są podzielone, ale zgodzę się, że połowa twarzy zblazowanego anioła, nie budzi we mnie dobrych skojarzeń. Po drugie połowa twarzy, znaczy tyle, że ktoś chce coś ukryć, a co może przed nami ukryć bank? To co chce ukryć przed nami bank i tak jest napisane małymi literami, wiec warto przeczytać.

Bardziej jednak interesuje mnie reklama wizerunkowa Alior Banku, wykoncypowana przez PZL. Jest coś niej, co mnie irytuje. Irytuje mnie, dokładnie to co jest głównym motywem spotu, czyli bankowcy w melonikach, spadający nam z nieba. Niczym aniołowie z logo banku, pracownicy spadają nam z pomocą, oferując nam „Wyższą Kulturę Bankowości". Hasło fajne, może się podobać, ale film ma kilka niedociągnięć, po prostu te postacie spadające z nieba wyglądają sztucznie. Nie tylko sztucznie, ale i strasznie. Nie chciał bym się obudzić w świecie zalewanym, przez identycznie ubranych bankowców, spadających z nieba. To chyba jakiś zły sen.

 

 

W tym segmencie (tak kojarzę ten bank) lepiej prezentuje się Noble Bank. Nie jest to najlepszy okres na debiut instytucji finansowej (psychologiczny). Wiem, że drzemie w tej tożsamości pewien potencjał i liczę, że coś jeszcze z tego będzie dobrego. Więcej odwagi.

13:42, killboard , Kreatury
Link Komentarze (9) »
środa, 19 listopada 2008

Dzięki ^szuszucp dotarłem do pewnej reklamy zegarków EDIFICE marki Casio. Tym razem nie będę się długo rozwodził nad tym filmem. Rozmawiałem o tej reklamie z paroma osobami na Blipie, ale że zdania były podzielone, proponuję waszą ocenę. Uważacie że ten film reklamowy (dostępny pod adresem http://www.edifice.pl/ po kliknięciu u lewy dolny róg) jest zrobiony z „jajem", czy może raczej to zły sen copywritera? Sam obstawiał bym drugą ewentualność, chociaż reklama jest ewidentnie przekoloryzowana. Mam dylemat.

 

00:43, killboard , Kreatury
Link Komentarze (7) »
sobota, 01 listopada 2008

Do końca roku pozostało jeszcze trochę czasu, ale już teraz mogę ogłosić zwycięzcę nieformalnego konkursu w kategorii Najgorsza Reklama Roku. W dzień w którym masowo odwiedzamy nekropolie, chciałbym pochować reklamę, której nie należy się nawet bukiet ze sztucznych kwiatów. Trzeba jak najszybciej o niej zapomnieć. Chodzi mianowicie o reklamę kisielu – Fisiel, nowego produktu marki Delecta. To co zobaczycie na filmie to jakiś zły koszmar copywritera, albo w co mi łatwiej uwierzyć, po prostu głupi żart. Jestem tak bezgranicznie zniesmaczony, że nie mam ochoty na opis czy szczegółową analizę tego dzieła. Jedynie co trzeba powiedzieć, to że dla dobra edukacji estetycznej Polskich dzieci, trzeba tą reklamę jak najszybciej zdjąć z anteny. Boże broń nas przed takimi koszmarami!!!

 

15:55, killboard , Kreatury
Link Komentarze (6) »
środa, 22 października 2008

Nie jest tajemnicą, że od lat 1 Program Polskiego Radia konsekwentnie żegna się z kolejnymi procentami słuchaczy. Nie trzeba być jasnowidzem, ani nałogowym słuchaczem tego radia, żeby wiedzieć, że najzwyczajniej w świecie audytorium Jedynki wymiera. Podstawowego programu radiowego w Polsce Ludowej, słucha się z przyzwyczajenia. Sytuacja podobna do klientów banków spod znaku PKO. Bank PKO istniał „od zawsze”, więc po co wychodzić, lepiej postać w kolejkach do kasy. Zupełnie inna sytuacja przedstawia się w wypadku programu 3 Polskiego radia. Od wielu lat słuchalność Trójki stale balansuje w granicach 5 – 6 %. Widać i słychać tam ciekawe pomysły na radio. Zaryzykuję stwierdzenie, że Trójka powinna być koniem napędowych publicznej radiofonii i powoli przejąć rolę głównego kanału. Trójka potrafi po prostu wychowywać sobie nowych słuchaczy, a Jedynka Nie. Ja sam będąc w wieku bliżej 20 niż 30, kojarzę Jedynkę z tym że o 12 słychać hejnał z Krakowa, oraz że to chyba ostatnie radio jakie można było słuchać na falach długich.

Moje zainteresowanie problemem słuchalności publicznych rozgłośni, wzięło się z kampanii wizerunkowej jedynki przeprowadzanej właśnie w mediach. Reklamy jakie widziałem w prasie i telewizji zrobiły na mnie niezbyt przyjemne wrażenie. Widać na nich kobietę i mężczyznę przytulonych do siebie z przyklejonymi uśmiechami na buzi, który to wywołuje zlokalizowany między nimi radioodbiornik. Zdjęcie jak zdjęcie, nie ładne i tyle. Najbardziej szokuje mnie głupawe hasło reklamowe „Warto słuchać. Żyć bardziej. Wiedzieć więcej”. Żaden z tych tekstów z osobna, jak i w całości nie może jakoś nakłonić mnie, żeby zaprogramować sobie Jedynkę w moim radiu. Jedyny plus za spójny kolorystycznie layout i tyle. Nie jestem ekspertem z dziedziny radiofonii, ale Panowie i Panie z tegoż Radia, nie idźcie tą drogą (wiem że tekst wyświechtany :)).

Niestety słaba jakość printu, ponieważ to zdjęcie jest z gazety.

 

Wirtualne Media na temat wyników słuchalności stacji radiowych w porównaniu 2007 – 2008.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14



Egzekutorzy.



Popieram Kodeks Blogerów

statystyka